Felieton Michała Rżanka: Czarodzieje
W kraju mamy setki przedsiębiorstw wod-kan. Wśród których jest wiele takich, gdzie zarządzający osiągają szczyty efektywności i mogą się pochwalić na zewnątrz. Wielu tego nie robi, a szkoda. Byłoby to z pożytkiem dla nas wszystkich w branży, a jednocześnie nasi właściciele mieliby porównanie na tle innych.
Wracając do człowieka, który do momentu poznania, był dla mnie tym, który pokazał mojemu prezydentowi, jak może podnosić poprzeczkę w naszej pracy. Przy bliższym poznaniu okazał się świetnym rozmówcą. Z humorem podszedł do moich opowieści, wyjaśniając jak PWiK w Gliwicach budował hale widowiskowo-sportową, jedną z największych w Polsce. Pełnił funkcję menadżera projektu. Z rozmowy wynikało, że jest profesjonalny w swoich działaniach i zna się na robocie. My w branży wyczuwamy, kto jest fachowcem, a kto tylko czarodziejem. Oczywiście samemu niewiele się zdziała, potrzeba zespołu, ale lider jest bardzo ważny.
Zaskoczyła mnie, jak i pewnie wielu, wiadomość o śmierci Henryka Błażusiaka. Nie było mi dane go więcej spotkać, chociaż gremialnie przyjęliśmy wtedy w Szczyrku zaproszenie, aby obejrzeć halę. Czytam wspomnienie o prezesie Błażusiaku podpisane przez pracowników Gliwickich Wodociągów i przychodzi mi taka refleksja, że są wśród nas dobrzy czarodzieje, co to swoim życiorysem świadczą o poświęceniu wykonywanej pracy. Szkoda tylko, że często przypłacają to zdrowiem. Jeśli dzisiaj miałbym coś powiedzieć koledze Henrykowi, to to, że nie mam pretensji do mojego prezydenta, że podsunął mi wtedy ten wywiad. Wskazał dobry wzór do naśladowania. Szkoda, że nie mogę już pobierać nauk, bo ten nauczyciel odszedł. Jest jeszcze wielu w naszej branży i korzystajmy z ich doświadczenia póki możemy. Takich czarodziei nigdy nie jest za dużo.