Partner serwisu

Konsument musi wiedzieć, co pije

Kategoria: Wywiady

– W interesie przedsiębiorstw wod-kan jest doprowadzenie do zmian prawnych, które zmuszałyby właścicieli budynków do nadzorowania jakości wody w instalacjach wewnętrznych, żeby z powodu złego stanu rur nie dochodziło do pogorszenia jakości wody spożywanej przez konsumentów – mówi Barbara Mulik, doradca do spraw bezpieczeństwa zdrowotnego i jakości wody, reprezentująca na Europejskim Kongresie Gospodarczym Głównego Inspektora Sanitarnego.

Konsument musi wiedzieć, co pije

Czy pije pani wodę z kranu?
    Oczywiście, że tak. Mieszkam w Bartoszycach w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie woda jest bardzo dobrej jakości. Stosuję tu jednak podstawową zasadę – za każdym razem spuszczam wodę z kranu tak długo, aż zacznie wylatywać zimna – wtedy wiem, że pochodzi ona bezpośrednio z sieci i nie stała kilkanaście godzin w instalacji, narażona na przeniknięcie do niej różnego rodzaju zanieczyszczeń. Z tego też powodu jestem przeciwna niewłaściwie prowadzonym kampaniom dotyczącym oszczędzania wody. Trzeba to robić rozsądnie, nie dopuszczając do marnotrawienia wody, np. przy goleniu czy zmywaniu naczyń – tu jestem jak najbardziej „za”. Natomiast jeśli chcemy się napić wody z kranu, nie może być ona pobrana po kilku- czy kilkunastogodzinnej stagnacji (szczególnie po nocy, lub w upalne dni).


Jaka jest jakość wody w Polsce?
    Woda w naszym kraju jest naprawdę bardzo dobra, również ta produkowana przez małe wodociągi. A pamiętajmy, że zaopatrują one ponad 13 mln ludzi. 96% wody w tym przypadku pochodzi z ujęć podziemnych. Ma ona bardzo stabilny skład, rzadko pojawiają się w niej zanieczyszczenia mikrobiologiczne czy chemiczne. Woda taka, przy dobrym stanie sieci, nie musi być dezynfekowana, a więc odpada problem wtórny zanieczyszczeń byproduktami. A jeśli już do nich dojdzie, wiadomo, gdzie leży źródło problemu – wystarczy popatrzeć, jakie zakłady znajdują się w pobliżu czy jakie są uwarunkowania hydrogeologiczne.
    Odrębną kwestią jest problem braku hydrologów, technologów wody w niektórych powiatach. Są przedsiębiorstwa wodociągowe, które nie nadzorują systematycznie jakości ujmowanej wody!

A co z wodami powierzchniowymi?
    Tu już jest gorzej. Nigdy nie wiemy, co może się znaleźć w wodzie, prócz tego zawsze musi być poddana procesom dezynfekcji. Ośrodki naukowe prowadzą analizy szukając również tych substancji, które nie są prawnie określone. Bada się obecność np. leków, hormonów w wodzie – pojawiają się na razie minimalne dawki, ale ilość stosowanych przez Polaków farmaceutyków rośnie. A w przyrodzie nic nie ginie. Corocznie wzrasta ilość spożywanych przez ludzi środków przeciwbólowych, np. ibuprofenu, których pozostałości pojawiają się potem w ściekach, a następnie w wodach powierzchniowych. Substancji tych będzie coraz więcej, na co powinniśmy się przygotować. Trzeba bowiem pamiętać, że ok. 40% wody ujmowanej do spożycia pochodzi z ujęć powierzchniowych.

Woda w naszym kraju jest naprawdę bardzo dobra, również ta produkowana przez małe wodociągi.

Podkreśla się, że konieczna jest zmiana podejścia do jakości wody.
    Nasuwa się pytanie, czy wszystko i wszędzie trzeba badać? Po co analizować aż 61 parametrów, gdy np. na obszarze działania danych wodociągów okres przenikania zanieczyszczeń z powierzchni do wód gruntowych wynosi np. 600 lat, co wynika z dokumentacji hydrogeologicznej? Czemu więc szukać tam pestycydów, które zaczęto produkować 100 lat temu? Niezbędna jest zmiana podejścia do bezpieczeństwa zdrowotnego wody. Dla każdego systemu zaopatrzenia w wodę trzeba znaleźć te zagrożenia, które mogą w tym konkretnym systemie zaistnieć. Musimy dążyć do tego, żeby dokonywać indywidualnej oceny każdego wodociągu i wiedzieć, jakiego rodzaju zagrożeń można się spodziewać, oszacować ryzyko, zaplanować system kontroli przeciwdziałający pojawianiu się problemów. Nie należy podchodzić do problemu ogólnie.
    Musi być przeprowadzona ocena zagrożeń. Należy ustalić punkty krytyczne, a więc miejsca, gdzie może dochodzić do zanieczyszczenia, spowodowanego przez złą jakość wody ujmowanej, niewłaściwe uzdatnianie czy nie najlepszy stan sieci i instalacji wewnętrznej.
    Istotne jest ponadto oszacowanie ryzyka: czy w danym przypadku istnieje ryzyko dla zdrowia, czy tylko wystąpiło niegroźne pogorszenie jakości wody? Na co bowiem najczęściej skarżą się ludzie? Na to, że z kranów płynie brudna woda.
    Często, choć nie odpowiada ona wymaganiom jakościowym, nie stanowi żadnego zagrożenia dla zdrowia. I z drugiej strony – woda może być klarowna, jednak zarazem niebezpieczna, gdy sieć czy instalacja wykonana jest z niewłaściwych materiałów. Pozornie czysta, lecz z np. metalami ciężkimi, których się gołym okiem nie dostrzeże.

Od 14 lat nie możemy doczekać się rewizji dyrektywy unijnej w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia, tymczasem zmiany są niezbędne. Obowiązująca dyrektywa nakłada obowiązek zapewniania wysokiej jakości wody od źródła do kranu konsumenta. I choć wodociągi uzdatniają wodę, dbają o jej jakość, obniża ją stara, zniszczona instalacja wewnętrzna. Co powinny w tej kwestii zrobić przedsiębiorstwa wodociągowe?
    Uważam, że i przedsiębiorstwa, i gminy, Izba Gospodarcza „Wodociągi Polskie”, Państwowa Inspekcja Sanitarna, ministerstwa: zdrowia, środowiska, budownictwa, edukacji – wszystkie zainteresowane podmioty powinny podejmować – również w sprawie wspomnianej dyrektywy – wspólne, przemyślane działania. Lecz na to muszą być pieniądze. Istnieje potrzeba powołania komisji ds. bezpieczeństwa zdrowotnego wody, na co niezbędne są środki finansowe. Trzeba jednak zaznaczyć, że takie ciało musi mieć charakter interdyscyplinarny. Mogłoby powstać np. przy Prezesie Rady Ministrów, przy prezydencie czy też w Sejmie, podobnie jak Komisja ds. bezpieczeństwa żywności.
    Jakie byłyby jej zadania? Musiałaby ocenić przede wszystkim aktualny stan prawny. Czy przepisy, które wiązują, sprawdzają się. W ocenie wielu ekspertów – nie zdają egzaminu. Należy wspólnie zastanowić się, jakie zmiany należy wprowadzić. Ale uwaga! Nie mogą być to zmiany leżące tylko w interesie przedsiębiorstw wodociągowych czy samorządów gminnych. Decyzje trzeba podjąć wspólnie – każdy musi przedstawić swoje interesy, by wypracować stanowisko, w jakim kierunku iść.

O co powinny walczyć przedsiębiorstwa wod-kan?
    W ich interesie jest wprowadzenie zmian prawnych, które zmuszałyby właścicieli budynków do nadzorowania instalacji wewnętrznych. Żeby z powodu złego stanu rur nie dochodziło do pogorszenia jakości wody. Dziś konsument pijąc wodę z kranu, gdy jest ona np. brudna, nigdy nie obwini za to właściciela budynku, lecz wodociągi. Przedsiębiorstwa wodociągowe w ostatnich latach doprowadziły do istotnej poprawy jakości produkowanej wody, często dużym nakładem środków finansowych, ale odpowiadają za jej jakość do punktu sprzedaży wody odbiorcy usług, czyli do wodomierza głównego. Niestety ich działania i wydatki są potem marnotrawione na ostatnim etapie dystrybucji wody, czyli w budynku, gdzie czerpie wodę konsument, natomiast właściciel czy administrator nie prowadzą nadzoru nad jakością wody w instalacji wewnętrznej.

Konsumenci dziś często nie wiedzą, co piją.
    Dlatego konieczna jest szeroka kampania informacyjno-szkoleniowa, w którą muszą włączyć się organizacje konsumenckie i ekologiczne. Bo im więcej pijemy wody z kranu, tym mniej potrzeba np. plastikowych butelek zanieczyszczających na setki lat środowisko.

Popiera zatem pani kampanie zachęcające do spożywania wody z kranu?
    Popieram, choć równocześnie jestem sceptyczna odnośnie takich akcji, które podkreślają tylko, że: „Mamy dobrą wodę, pijcie ją z kranu”. Cieszę się, że przedsiębiorstwa wodociągowe je organizują, lecz równocześnie niezbędne jest zwrócenie uwagi na wspomniany już stan instalacji. Trzeba zachęcić klienta, żeby postawił sobie pytania: „Czy właściciel budynku, w którym mieszkam, dba o instalację? Czy sam odpowiednio się o nią troszczę?”. Często bowiem ludzie np. kładą koło siebie nieizolowane rury z ciepłą i zimną wodą. Powoduje to sprzyjające warunki do powstawania biofilmu mogącego ułatwić rozwój niebezpiecznej dla zdrowia bakterii z rodzaju Legionella. Odbiorcy wody sami obniżają jakość wody – niewłaściwie zaprojektowaną, eksploatowaną instalacją, montowaniem różnego rodzaju filtrów, niewykorzystywanych potem we właściwy sposób... Tu jest potrzebna edukacja, opracowanie poradników i dostęp konsumenta do informacji, na co jednak potrzeba pieniędzy. Niestety, żadne z ministerstw, również Główny Inspektorat Sanitarny, nie ma wystarczających możliwości i środków finansowania.

Rozmawiał Przemysław Płonka

Wywiad został opublikowany w magazynie "Ochrona Środowiska" nr 3-4/2012

Źródło fot.: photogenica.pl; sxc.hu; Przemysław Płonka

 

ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ