Osuszanie stepu cz. 2. Felieton Adama Makieły i Łukasza Lipca
Trzeba patrzeć na istniejący problem realnie, trudno sobie wyobrazić, żebyśmy budowali z gąbki, ale przecież woda zebrana z dachów, placów, parkingów, podjazdów – terenów utwardzonych, mogłaby być zbierana za pomocą układu rynien i rur do zbiornika, z którego zmagazynowaną wodę za pomocą zamontowanej w nim pompy można byłoby dostarczać w miejsce zapotrzebowania. Nie mówiąc już o najprostszym rozwiązaniu, tj. utwardzaniu powierzchni płytami perforowanymi.
Możemy czerpać gotowe wzorce, jeśli już nie z odległego San Francisco, to od sąsiadów – Niemców, którzy za pomocą miejscowego systemu zagospodarowania wody deszczowej zatrzymują ją na poziomie nawet 75%. Nie podejmujemy (na razie) tematu bezpośrednio z tym związanego, a mianowicie podtopień aglomeracji miejskich w związku z obfitymi opadami deszczu i tłumaczeń, że instalacja deszczowa nie jest w stanie przyjąć tak dużej ilości wody w krótkim czasie. Ale czy to nieprzyjęcie nadmiaru wody z nieba przez instalację nie jest spowodowane tym, o czym traktujemy powyżej?
Obyśmy za kilkanaście lat nie musieli parafrazować tytułu dzisiejszego artykułu i nadać mu nowe brzmienie „osuszanie pustyni”.
Felieton opublikowany został w magazynie Kierunek Wod-Kan numer 2/2017
Komentarze