Wodna magia liczb
Liczby fascynują. Są jednoznaczne, namacalne, dla osób wtajemniczonych w daną dziedzinę dają jasny i czytelny obraz rzeczywistości. W wielu dziedzinach gospodarki na ich podstawie podejmowane są poważne decyzje rzutujące na los wielu ludzi, regionów, państw i całego świata. Liczby są niezbędne dla zobrazowania, gdzie jesteśmy, co osiągnęliśmy, gdzie i w jakim tempie powinniśmy zmierzać.

Oczywiście moje opracowanie będzie obracać się wokół wody. Zebrałem i spróbuję skomentować niektóre z ciekawszych liczb związanych z gospodarką wodną na świecie i w Polsce.
Ilość wody na Ziemi jest stała i nie zmienia się od wieków. Powiem więcej: współczesny człowiek korzysta z tej samej wody, z której korzystały dinozaury, wszystkie żywe stworzenia i rośliny od początku świata, jaki znamy. Jest zatem coś, co łączy wszystkie przejawy życia na planecie. Wszyscy korzystamy z tej samej wody.
2,5
2,5% wody występującej na Ziemi to woda słodka zdatna do picia i innych potrzeb ludzi, zwierząt i roślin. 68% tej ilości jest zmagazynowane w lodowcach. Następne 30% to wody podziemne.
Dużo to czy mało? Cóż, gdyby opady na całym świecie były równomierne, nie byłoby problemu. Nawet przy takim zaludnieniu jak obecnie. Niestety nadal minimum 1/7 ludzi nie posiada łatwego dostępu do wody pitnej. A bez wody nie ma życia, zdrowia i rozwoju. Większość działań i środków Polskiej Akcji Humanitarnej zmierza do ułatwienia dostępu do wody pitnej. Dzięki temu rośnie średnia długość życia. Ludzie mogą normalnie żyć, uczyć się, pracować i rozwijać.
Posiadamy technologie uzdatniania wody morskiej dla celów komunalnych. To niestety kosztuje. Ale jest jedno „ale”. Czasy się zmieniają. Czytałem ostatnio, że Afryka to niewyczerpane źródło energii. Jakiej? Oczywiście słonecznej. Farmy fotowoltaiczne na pustyni, sprzedaż do Europy i Azji taniej i zielonej energii elektrycznej pozwoliłaby na rozwój krajów afrykańskich zniszczonych przez kolonializm i nierównomierny podział zysków ze sprzedaży: kiedyś kauczuku, kości słoniowej, a obecnie np. metali rzadkich do budowy naszych kochanych smartfonów. Dzięki tym środkom Afryka mogłaby zakupić technologie uzdatniania i przesyłu wody morskiej. To jest możliwe. Nie trzeba podbijać świata jak Rzymianie.
17
17% energii elektrycznej na świecie jest produkowanej przez elektrownie wodne. Dlaczego tak mało? Woda jest łatwym, przyjemnym i ekologicznym medium (wraz ze słońcem i wiatrem), które można wykorzystać do produkcji energii. Młyn wodny, wiatrak, zbiorniki z wodą na dachu podgrzewane słońcem. Nasi przodkowie dawno już na to wpadli. Już Rzymianie...
Wyobrażam sobie małe stopnie wodne z turbinami, produkujące energię elektryczną na potrzeby wioski, miasteczka. Nie musimy budować wielkich zapór. Mamy w Polsce na szczęście płynące przez cały rok potoki, rzeki, które są akumulatorem energii. Tańszej, zielonej, łatwej do zdobycia. Dlaczego nie inwestujemy w takie rozwiązania? Będą środki unijne, będzie praca dla firm lokalnych. Będzie czyste powietrze i tania energia.
6,5
6,5% płynących rzekami wód w Polsce jesteśmy w stanie zatrzymać, zretencjonować. Zmagazynować do wykorzystania do picia w okresie suszy, dla rolnictwa, przemysłu. To stanowczo zbyt mało. Jestem hydrotechnikiem z wykształcenia i boleję nad tym. Wszyscy, którzy słyszą słowo: „retencja” widzą oczami wyobraźni wielkie zapory wodne. Nie ukrywam, że kilka takich konstrukcji na Wiśle by się przydało. Za tzw. „komuny” był program budowy Kaskady Dolnej Wisły. Z tego programu udało się zbudować tylko stopień Włocławek. Co dalej? W momencie, gdy dowiaduję się, że przez Polskę płynie fala powodziowa, myślę: „czy w PRL było samo dziadostwo? Nie było planów, wizji, ludzi z wyobraźnią?”. Oczywiście. Tego teraz mi brakuje. Wizjonerów, ludzi z pasją, którzy potrafią zaproponować coś, co mogliby zaakceptować inżynierowie, ekolodzy i oczywiście politycy różnych opcji.
Kilka lat temu dostaliśmy dofinansowanie z Unii Europejskiej na ocenę stanu technicznego wałów przeciwpowodziowych. Ocenę? To my nadal nie wiemy, w jakim one są stanie? A jak już się dowiemy, to kiedy weźmiemy się za naprawę? Znów za kolejnych parę lat? Nie lepiej robić to od razu? Ocena, projekt naprawy, naprawa i następny odcinek? Przypomina mi to początki państwa radzieckiego, gdy decydenci tylko radzili, radzili, radzili i na tym się kończyło. Kto ciekawy, zapraszam do lektury: „Upadku gigantów” Kena Folleta. On ten proces opisuje dokładnie.
1600
1600 m3 przypada na 1 mieszkańca Polski. Dla porównania: 4500 m3 słodkiej wody przypada 1 mieszkańca Europy.
Powyższe wartości wyraźnie wskazują na to, że powinniśmy z większym szacunkiem traktować nasze zasoby wodne oraz bardziej skrupulatnie zatrzymywać słodką wodę. Pora przejść z epoki białego złota (soli) oraz czarnego złota (węgla) do epoki złota błękitnego. Oczywiście nie jesteśmy państwem pustynnym, ale Polska z kraju kiedyś pokrytego nieprzebytymi jak Fangorn (to z „Władcy pierścieni”) borami, przemieniła się w stepowiejącą krainę równo przystrzyżonych trawników i kilku przyciętych drzewek. Przesadzam? Pokażcie mi rynek w jakimś mieście w Polsce, na którym zieleń pokrywa większość powierzchni. Beton, asfalt, kostka, kamień, beton, kostka... A przecież człowiek potrzebuje zieleni, wody. Nawet w Nowym Jorku nikt nie poważyłby się zabetonować Central Parku. Że już nie wspomnę o Rzymianach...
Cały artykuł został opublikowany w nr 3/2020 magazynu Kierunek Wod-Kan
Komentarze