Kielecki Futbol rozmawia z Henrykiem Milcarzem, Prezesem Zarządu Wodociągów Kieleckich
Na portalu kieleckifutbol.pl pojawił się wywiad z Henrykiem Milcarzem, Prezesem Zarządu Wodociągów Kieleckich.
Jakimi sukcesami w ostatnich latach mogą się pochwalić Wodociągi Kieleckie?
Henryk Milcarz, Prezes Zarządu Wodociągów Kieleckich: Długo by trzeba wymieniać. W ciągu kilkunastu lat Wodociągi Kieleckie wykonały inwestycje na grubo ponad pół miliarda złotych, pozyskaliśmy około 400 milionów złotych z Unii Europejskiej. Ze swoich własnych środków również robimy wiele dla społeczeństwa. Zrobiliśmy ogromny skok, zmianę jakościową w procesach technologicznych oczyszczania ścieków i dostarczania wody, poprawiliśmy dostępnośćmieszkańców do wody i kanalizacji na niespotykaną w historii skalę. Cały czas przyczyniamy się do otwierania nowych terenów uzbrojonych dla inwestorów i na potrzeby mieszkaniowe. Przypomnę, że działamy na terenie Kielc i gmin Sitkówka-Nowiny, Masłów i Zagnańsk. Ważne kwestią jest troska o jakość wody. Jest ona bardzo wysoka i robimy wszystko, aby taka pozostała dla przyszłych pokoleń. Coraz więcej osób z regionu świętokrzyskiego widzi i docenia nasze otwarcie na otoczenie zewnętrzne, na różne inicjatywy ludzkie, organizacje. Wspieramy ludzi, którym się chce coś robić. Szczególną troską otaczamy dzieci i młodzież, osoby niepełnosprawne, ale też pasjonatów w różnych dziedzinach. Uważam, że wyróżniamy się na tle innych. Zachęcam prowadzących firmy,by przewidywali w swojej działalności i budżetach kwestie społeczne. Nazywam to uspołecznianiem firmy. Sam zysk nie jest najważniejszy, trzeba się nim dzielić z innymi.
Czyli jesteście zadowoleni ze swojego zaangażowania w rozmaite inicjatywy?
Tak, ale nie oznacza to, że spoczęliśmy na laurach. Niedawno kupiliśmy już drugi saturator, bo jeden był tak popularny, że ustawiały się kolejki. Mamy kolejne urządzenie do produkcji waty na festyny, maszynę do produkcji baniek. Pokazujemy się na wszystkich większych wydarzeniach w okolicy, o charakterze świeckim, kościelnym, edukacyjnym. Nasz cel to być firmą, która jest dobrze kojarzona przez ludzi.
Wodociągów nie brakło również na Turnieju Grudniowym trójek piłkarskich. Pan pamięta jeszcze tą imprezę z lat 90-tych?
Tak, i również nie zatrzymujemy się we wspieraniu sportu i aktywności fizycznej. Jesteśmy mecenasem Uczniowskiego Klubu Sportowego Zalew Kielce, który prowadzi szkolenia żeglarskie oraz z udzielania pierwszej pomocy dla dzieci. Warto pomóc dzieciakom, by cieszyły się sportem, bawiły. Nie mogą tylko siedzieć w Internecie, na Facebooku, trzeba zachować proporcje. Promujemy zdrowy styl życia, także psychicznego, by dzieci wiedziały, co to wysiłek fizyczny, rywalizacja, umiejętność wygrywania i przegrywania patrząc przeciwnikowi w oczy, a nie przez internetowy komunikator. Nic tego lepiej nie nauczy jak sport. Piłka nożna jest fantastyczna, bo jeszcze uczy pracy zespołowej. Trójki mają swój urok, piękną historię i mogą liczyć na Wodociągi, także ze względu na zwiększającą się liczbę zespołów dziecięcych i młodzieżowych.
Idea Turnieju Grudniowego, gdzie można mierzyć się ze znanymi postaciami sportu, pana przekonuje?
Turniej jest znany w całej Polsce i nie tylko. Pomysł jest rewelacyjny. Turniej Grudniowy pokazuje każdemu człowiekowi, niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajduje, że jest ważny, że może grać, wygrywać, smakować życia. Uczestnictwo w takim przedsięwzięciu dla osób niepełnosprawnych i rywalizacja z tymi pełnosprawnymi daje im satysfakcję, bo są taktowani jak wszyscy inni. Fajnie, że na Grudniowym wychodzi się do różnych sfer – niepełnosprawnych, domów dziecka, najmłodszych. Spotkanie gwiazd też jest czymś wyjątkowym. Mnie się w życiu powiodło, jestem prezesem dobrej firmy, nieźle zarabiam, no i mógłbym powiedzieć, że inni to nieudacznicy. Nie, nawet by mi to do głowy nie przyszło. W życiu wystarczy sekunda, zbieg okoliczności i wszystko się odmienia. Trzeba mieć pokorę wobec innych ludzi, szacunek dla życia. Pamiętam trójki z Kielc z lat 90-tych,cudownie było obserwować, jak się rozwinęły. Zbigniew Boniek, Grzegorz Lato, setki znanych piłkarzy, sportowców… W Kielcach można zrobić coś fajnego, z czego jesteśmy dumni, ale muszą być ludzie, którym się chce, i mieć sojuszników. Im większe wsparcie, tym większe szanse, i nie chodzi o same pieniądze. To świetna robota i nie dziwię się, że kolejne miasta z Polski też chcą organizować trójki. 26 lat, szmat czasu wspaniałej inicjatywy, która tworzy pewne dobre więzi.
Turniej Pamięci Żołnierzy Września 1939 też będzie z Wodociągami Kieleckimi?
Jestem kopalnią wiedzy na temat Września 1939. Opowiadam swojej córce o wydarzeniach z wojny, a ona nie dowierza, że taka była prawda. Dużo słuchałem na ten temat od bliskich, o wojsku, partyzantce. Mój tata z 4 Pułku Piechoty ruszył na kampanię wrześniową i skończył na Bugu. Z jednej strony miał Rosjan, z drugiej Niemców. Udało im się zakopać broń i wrócić do domu. Młodszy brat ojca też walczył, kolejny wujek przeszedł z Andersem cały szlak bojowy łącznie z Monte Cassino. U babci stacjonowali dowódcy partyzantki, choćby „Ponury”. Moglibyśmy o tym rozmawiać godzinami. Pamięć ludzka jest ważna, bo to jedyne, co możemy tym ludziom dać – tym, których wśród nas nie ma. Cieszę się z tej inicjatywy, dajecie dobry przykład. Życie jest najcenniejsze, lecz bywają sytuacje, że je trzeba złożyć na ołtarzu ojczyzny. Na Kielecczyźnie w 1939 roku zginęło wielu żołnierzy i cywilów.
Jak podczas bitwa pod Kajetanowem?
Temat mi znany. Mieszkam tam blisko i dużo o niej słyszałem. Z jednej strony szli Niemcy, z drugiej okopało się wojsko polskie. W IPN są zdjęcia i widać na nich ostrzał na tej starej E7 od Wiśniówki. Tam poległo wielu ludzi z całego kraju, a ten las pod Kajetanowem kryje wiele tajemnic, także z czasów partyzantki. Grzegorz Adamiec, który potem został księdzem i był proboszczem w Busku-Zdroju, kiedyś przewoził z kolegami kolejką wąskotorową amunicję i granaty. Niemcy wpadli na kontrolę, może przypadkową. Pan Grzegorz uciekł, uderzył Niemca kamieniem w głowę i zniknął w lesie. Jego koledzy zostali rozstrzelani na miejscu. Różnych wojennych sytuacji było mnóstwo. W Zagnańsku za ołtarzem w kościele był skład broni i Niemcy się nie zorientowali. Polacy ryzykowali życiem, także przy tajnym nauczaniu, i tak dalej, i tak dalej. Warto graniem w piłkę oddać hołd rodakom, którzy ginęli. Czasy się zmieniają, nie wolno wszystkiego robić tylko z patosem, uprawiać wiecznej martyrologii, trzeba przedstawiać historię też inaczej. Na wojnie też ginęli piłkarze, kibice. Zapraszam na Turniej Pamięci Żołnierzy Września 1939 na Basen Letni na Szczecińskiej w Kielcach. Rozmawiał Jaromir Kruk
Komentarze