Partner serwisu
07 grudnia 2015

Dzień jak co dzień

Kategoria: Felietony

Za parę tygodni minie dla nas, branży wodociągowej, ważna data. Data, z którą wiąże się inne postrzeganie przedsiębiorstw wodociągowych z punktu widzenia obowiązującego prawa – prawa Unii Europejskiej. Wkraczamy już w wiek dojrzały. 31 grudnia tego roku mija termin dostosowania Polski do wymogów prawa unijnego w zakresie naszej branży. Oznacza to, że nie będzie już żadnej taryfy ulgowej, a my będziemy poddawani takim samym rygorom, jak firmy wodociągowe w takich krajach, jak Niemcy, Francja czy Włochy. Czy jesteśmy na to gotowi? Czy mamy tego świadomość?

Dzień jak co dzień

Zacznę od tego ostatniego. Do tej pory mogliśmy się czuć (po części niesłusznie) kopciuszkiem wśród „starych” krajów członkowskich. Mieliśmy poczucie, że to „oni” ustanawiali reguły gry, którym my musieliśmy się podporządkowywać. Teraz to się zmieni w każdym obszarze naszej działalności. To również my na takich samych prawach, jak wodociągi niemieckie czy włoskie mamy prawo do stanowienia o branży wodociągowej. Lecz musimy pamiętać o tym, że stanowić możemy, a właściwie musimy, nie tylko o branży w Polsce, lecz o branży w Europie. Czy jesteśmy na to gotowi? Czy wiemy, co chcielibyśmy zaproponować? Czy wiemy, gdzie leży nasz polski wodociągowy interes? Nie jestem o tym do końca przekonany. Jest to z jednej strony zrozumiałe, ponieważ trudno jest ustanowić wspólne stanowisko wśród blisko dwóch tysięcy przedsiębiorstw wodociągowych działających w Polsce. Tyle że nikt nas o to nie zapyta, jeśli my nie zapytamy o to samych siebie. Z drugiej strony dziwne jest, że branża w blisko czterdziestomilionowym kraju nie zabiera aktywnie głosu na poziomie Wspólnoty. Z trzeciej znów strony jest to na poziomie kraju o tyle zrozumiałe, że podział kompetencji między administrację centralną, będącą odpowiedzialną za prowadzenie polityki międzynarodowej, a administrację samorządową odpowiedzialną za prowadzenie spraw naszej branży, powoduje mniejsze zainteresowanie polityków „centralnych” problemami wodociągowymi. Znajomy, który wiele lat pracował w administracji centralnej, powiedział mi kiedyś, że im mniej administracja centralna interesuje się branżą tym lepiej. Właściwie to on ma rację. Ma rację jednak jedynie, jeśli brać pod uwagę uwarunkowania krajowe. Tu w pełni się z nim zgadzam (w ogóle dość często się z ni zgadzam, bo to jest mądry człowiek), jednak jeśli odnieść to do sytuacji międzynarodowej, a zwłaszcza naszej roli w Unii Europejskiej, to już takiej bezwarunkowej zgody nie ma. Trudno przecież oczekiwać od burmistrza czy prezydenta miasta tego, że będzie on reprezentował interesy całej branży wodociągowej na arenie międzynarodowej. A jest czego bronić i jest o co walczyć.

Na pytanie czy jesteśmy gotowi do nowej roli i jakby nowego miejsca wśród krajów Unii Europejskiej, każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Ja chciałbym tutaj postawić kilka pytań, które warto postawić w nowej dla nas rzeczywistości. Pierwszym z pytań, które mi się nasuwa, jest pytanie o to jakie nowe wymagania jakościowe odnośnie jakości wody i oczyszczania ścieków będą nas czekać w przyszłości i kiedy ta przyszłość nastąpi? Na jaką pomoc z funduszy unijnych możemy liczyć jako branża w kolejnej perspektywie finansowej? Czy powinniśmy spodziewać się nowych uregulowań organizacyjnych, takich jak choćby zasady regulacji taryf lub też organizacji usług w zakresie dostaw wody i odprowadzania ścieków. Czy należy się spodziewać ogólnoeuropejskich przepisów dotyczących kosztów uznawanych za zasadne do poniesienia przez przedsiębiorstwa wodociągowe? Te pytania można mnożyć właściwie w nieskończoność. Pojawiają się one jednak w mojej głowie, ponieważ nie mam wiedzy na ten temat. Może odpowiedzi są już gotowe, tyle że nie mam dostępu do informacji? Często wadą polskiego systemu prawnego jest krótkie vacatio legis przepisów prawnych. Tej wady nie mają przepisy europejskie. Warto więc zadawać jak najwięcej pytań, by nie być zaskakiwanym.

Na koniec krótka konstatacja. Nikt nie otworzy szampana by świętować to czego razem wspólnie dokonaliśmy w minionej perspektywie finansowej. Nie przeczytamy tego w gazetach centralnych ani nie usłyszymy w ogólnopolskich wiadomościach. Nie zmienia to jednak faktu, że coś się skończyło. Coś co moim zdaniem możemy wspólnie uznać jako pierwszy krok do sukcesu. A co uznamy za sukces?

ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ