Pierwszy krok
Konkurencyjność… To właśnie ona jest motorem wszelkiego postępu. System, w którym nie było konkurencji, mamy jeszcze ciągle w pamięci. Najlepiej na tym wszyscy nie wyszliśmy. Więc dlaczego ciągle usiłujemy utrzymywać niektóre gałęzie gospodarki poza obszarem rynku?...

Jedną z takich gałęzi jest dostarczanie wody i odbiór ścieków. Nigdy jeszcze żadnej branży monopol nie sprzyjał. Nie sprzyja rozwojowi i dostępności usług. Argumentacja ku rzekomemu dobru publicznemu dla utrzymywania lokalnej kontroli nad jakąś branżą jest de facto działaniem na szkodę konsumentów tejże branży. I oczywiście nie pomaga firmom w niej działającym.
Jesteśmy w okresie bardzo dynamicznego procesu inwestycyjnego. Nigdy jeszcze w naszej historii nie zostało zainwestowanych tyle środków w tak krótkim czasie. Powstaje niewyobrażalnie wielki majątek. Ten proces w swej zasadniczej części zakończy się za około pięć lat. Stąd też bardzo istotne jest, by już dzisiaj zacząć wprowadzać i upowszechniać standardy pozwalające z jednej strony optymalizować tenże majątek, z drugiej zaś takie, które umożliwią jego utrzymanie we właściwym stanie. Bez generalnych uregulowań nie będzie możliwe zapewnienie jakości tego majątku w ciągu wielu dziesięcioleci, na jakie został ten majątek przeznaczony i zaprojektowany. Jak więc to zrobić?
Bardzo cenne są inicjatywy dążące do opomiarowania zarządzania majątkiem wodociągowym. Analizy porównawcze, czy jak kto woli benchmarking branży przybliży nas do celu, jakim jest wystandaryzowanie niektórych wyników osiąganych przez firmy. Zderzamy się bowiem na co dzień ze stwierdzeniami, że „u nas to jest najdroższa woda w Polsce”. I nie sposób pominąć milczeniem faktu oderwania tych argumentów od prowadzonych procesów inwestycyjnych i lokalnych uwarunkowań prowadzenia tego biznesu. Inaczej bowiem należy podchodzić do kosztów prowadzenia firmy wodociągowej na terenie, na którym występują szkody górnicze lub też w obszarach górzystych, niźli do firm, które nie mają na co dzień tego typu problemów. Inaczej traktować trzeba spółki, którym całą działalność inwestycyjną finansują gminy, niż do tych, które cały ciężar sfinansowania inwestycji biorą na swoje barki.
Jest teraz czas na to, by spróbować zainteresować przyszłych posłów problemami stabilności firm wodociągowych w Polsce. I to nie przez pryzmat taniego populizmu polegającego na schlebianiu lokalnym grupom interesów, a przez branie odpowiedzialności za przyszłość całkiem sporej gałęzi gospodarki. Niestety te decyzje niekoniecznie muszą się okazać bardzo popularne. Mam też wrażenie, że na Wiejskiej specjalistów od branży komunalnej jest jak na lekarstwo. Trudno się temu dziwić, bo „wypłynąć” na tym trudno, a potknąć się można.
Mamy szansę wybić się na przodującą branżę w Europie. Jednak nie jest prawdą, że sama realizacja inwestycji uczyni nas najlepszymi. Do tego trzeba odwagi, perspektywicznego myślenia oraz braku prywaty. Niestety, w większości potrzeba tego właśnie na poziomie lokalnym, a nie ogólnopolskim. Gdy przestaniemy „przyspawywać” się do stołków i będziemy mieli odwagę porównać się rzeczywiście z innymi, to będzie to pierwszy krok ku naprawie stanu rzeczy. Z drugiej zaś strony, tej poselskiej potrzeba dużo samozaparcia, odwagi i świadomości, że nie zawsze będąc docenionym, można przeprowadzić niezbędne reformy w branży, która jest liczona na kilkadziesiąt miliardów obrotu rocznie.
Nie chcę się tu wymądrzać i udawać alfę i omegę branży, ale nie chciałbym za kilka lat usłyszeć: „miałeś chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór (...) ostał ci się ino sznur…”. Dzisiaj mamy na pewno róg. Sięgniemy po czapkę?
Autor: Paweł Chudziński
Felieton został opublikowany w magazynie "Ochrona Środowiska" nr 3-4/2011