WWWoda – czy targi są potrzebne?
Z notatnika Wodnika

Jaka jest celowość organizowania targów wod-kan? Temat jest dość ryzykowny do rozważań, ponieważ tak postawionym problemem mogę się narazić różnym czynnikom.
Dlaczego targi miałyby być zbędne?
po pierwsze: odległość
Najważniejsze targi wod-kan w Polsce odbywają się od wielu lat w Bydgoszczy. Przez pierwsze lata organizowane były w centrum miasta, gdzie dojazd był podobny do podróży „na Papieża JPII”, tzn. korek drogowy, czekanie godzinami
w upale i spalinach, parkowanie byle gdzie na łące. Obecnie jest lepiej, ale zdarzają się kłopoty z klimatyzacją namiotów, co w połączeniu z majowym słońcem
skutecznie odstrasza od zbyt długiego przebywania na stoiskach. Zwykle spacer
po namiotach kończy się szybkim „odkurzaniem” (zbieraniem gadżetów i katalogów) i wyjściem na plac, gdzie można za niemałe pieniądze zjeść potrawy z grilla (wędzenie w dymie gratis). Na plus trzeba dodać, że dojazd do obecnego terenu targów jest wygodniejszy, parkowanie odbywa się nadal na łące, ale pora roku raczej nie sprzyja występowaniu błotka.
Dojazd do Bydgoszczy przy obecnym stanie dróg w Polsce nie należy do komfortowych. Drogi szybkiego ruchu, trudno nazwać w pełni „szybkiego” ruchu,
raczej „do przemieszczania się”. Dla wodociągowców z południowej części
kraju podróż na targi to całodniowa strata czasu. Rezerwacja noclegu w samym
mieście jest niemożliwa ok. 2 tygodnie przed terminem. Trzeba szukać w okolicy
(polecam Toruń i Żnin) i dojeżdżać.
Poza Bydgoszczą organizowane są targi branży wod-kan w innych miejscach,
jednak nie mają takiego prestiżu jak Bydgoszcz. Warto jednak wspomnieć inne
miejsca: Poznań (organizacja na dobrym poziomie, ale wystawców niewielu), Kielce (dobra organizacja, dużo wystawców i zwiedzających – realny konkurent dla
Bydgoszczy), Sosnowiec (miejsce świetne, przestronny parking – alternatywa dla
branży na południu, która nie chce lub nie może pojechać na północ).
po drugie: koszty
Każdy szanujący się przedsiębiorca dba o koszty. Wyjazd kilku osób np. z Nowego
Targu do Bydgoszczy to spory wydatek. Wizyta na targach przynajmniej jednego
dnia to delegacja minimum 3-dniowa, w tym 2 dni straty na podróż.
po trzecie: dostęp do informacji
Targi w zamyśle miały być miejscem, gdzie ludzie z branży dowiedzą się co
nowego słychać na rynku produktów lub usług. Dla dostawców to było miejsce
zaprezentowania się z najlepszej strony i „oczarowanie” klienta (np. stoiskiem,
hostessą, gadżetami, atrakcyjnie wyeksponowanym produktem, np. nalewanie piwa z hydrantu). Dla jednych i drugich miało to być miejsce na nawiązanie kontaktów. Obecność na targach w dużym stopniu sprowadza się teraz do zebrania co ciekawszych gadżetów oraz wymiany wizytówek. Merytoryczna rozmowa jest utrudniona ze względu na ciągły gwar, temperaturę i ogólne zmęczenie obu stron. Jeśli jeszcze dojdzie do tego spożycie napojów
niekoniecznie chłodzących na stoiskach, cel wizyty oddala się w niebyt. Wszystkie
te czynniki sprowadzają kontakty dostawca-klient do formy powierzchownej i towarzysko-barowej.
po czwarte: internet
Wszyscy szanujący się producenci i wykonawcy mają swoje strony internetowe,
gdzie oprócz danych teleadresowych jest co poczytać o produktach, obejrzeć katalogi produktów, referencje, filmy z realizacji. Dla mnie osobiście to jest bogate źródło informacji bez wychodzenia z biura. I to jeszcze podane w atrakcyjny sposób. W takiej sytuacji zbieranie katalogów i dźwiganie ich na targach to czynność zbędna i nieekologiczna. Zbieranie wizytówek również nie ma sensu. Na www znajdziemy wszystko na ten temat.
A jednak może targi potrzebne?
po pierwsze: zalety delegacji
Nikt z wodociągowców nie opiera się przed wysłaniem go na delegację. Wiadomo,
odrywamy się od codziennych, czasem nużących, obowiązków, no i równocześnie
z domu. Stwarzamy sobie również możliwość poznania swoich kolegów z pracy w bardziej prywatnych sytuacjach, co sprzyja lepszej współpracy na co dzień.
Nic tak nie łączy ludzi jak wspólne wieczorne piwo w lokalu z muzyką na żywo
(polecam Toruń).
po drugie: poznaj swojego przedstawiciela regionalnego
Żaden kolorowy katalog lub strona internetowa nie zastąpi kontaktu z żywym
człowiekiem. Osobiście lubię poznawać moich lokalnych sales managers. Lubię raz na czas spotkać się z nimi, popytać o szczegóły ich produktów lub technologii. Miło czasem być przez nich trochę pouwodzony (nie mówię o sprawach damsko-męskich). Często są to obeznani w temacie, inteligentni i sympatyczni ludzie. Towarzysko również sprawdzają się świetnie.
po trzecie: kontakt bezpośredni
Jak już napisałem wyżej, cenię sobie kontakt bezpośredni. Najlepiej moim
zdaniem wiedzę przyswaja się słuchając i uruchamiając wyobraźnię. Jeśli jeszcze
mamy do czynienia z kompetentną osobą, to można czerpać od niej wiedzę garściami.
No to jak to jest?
Reasumując, targi są potrzebne. Ich sens widzę w możliwości pobieżnego poznania produktu i nawiązania kontaktu. Ze względu na ciężki dojazd i warunki na
targach polecam wizytę nie częściej niż raz na 2-3 lata. Aż tyle nowego nie dzieje się w przeciągu kilku lat w branży. Dobrą praktyką w mojej firmie jest zapraszanie wszystkich chętnych producentów na prezentację. Informujemy wtedy wcześniej wszystkie potencjalnie zainteresowane osoby z przedsiębiorstwa (eksploatacja, dział techniczny, inwestycje) o terminie spotkania. W gronie fachowców (zwykle ok. 30 osób) z firmy możemy spokojnie i w wygodnych warunkach zapoznać z ofertą dostawcy, zadawać pytania, często pooglądać z bliska oferowany towar. Taka forma kontaktu z produktem jest najbardziej dla mnie owocna.
Więcej artykułów znajdą Państwo w magazynie "Ochrona Środowiska" nr 3/2013 zamów prenumeratę w wersji elektronicznej lub drukowanej |