A co jeśli się pali?
Prawidłowy stan
W przeciągu kilkudziesięciu lat dopuszczalny poziom chloru w wodzie wodociągowej spadł z ponad 1 mg/l do 0,3 mg/l. Oznacza to, że dla zachowania prawidłowego stanu bezpieczeństwa wody musi być ona częściej wymieniana w rurociągach. W powyższym przykładzie jest to osiągalne dla mniejszej średnicy. Dla tej większej uwzględniającej potrzeby ppoż. jakość wody w rurociągu jest trudniejsza do osiągnięcia. Prawidłowy czas wymiany wody w rurociągach to 1 do 2 dni. Jest to osiągalne przy zachowaniu prędkości wody 1 m/s. Tylko kto obecnie takie prędkości rejestruje? Bardzo rzadkie zjawisko. Zatem dochodzą koszty płukania i wtórnej dezynfekcji sieci. Znowu powstaje pytanie: kto za to zapłaci?
Różne interesy
Jak widać z powyższych rozważań, interes firmy wodociągowej, która chce w sposób ekonomiczny dostarczać
wodę dla mieszkańców, jest zupełnie inny niż interes służb pożarowych. Dodam tylko, że służby te nie partycypują
w żaden sposób w utrzymaniu sieci hydrantowej na terenie miast i wsi. Mają za to prawo korzystać z niej o każdej
porze dnia i nocy, oczekując, że każdy z hydrantów będzie miał pożarową wydajność. Moim skromnym zdaniem jest to sytuacja co najmniej niezdrowa i wymagająca pewnych uregulowań.
Opłaty i koszty
O ile powiedzmy, że opłata za ochronę ppoż. dla mieszkańców jest ukryta w taryfie, to co zrobić z zakładami, od których również przepisy wymagają zapewnienia środków ochrony przeciwpożarowej, a które posiadają wielomilionowy majątek. Zwykle kończy się to wykonaniem podłączenia dużej średnicy z miejskiego wodociągu
i budową wewnętrznej instalacji ppoż. Jednak jaki to jest zysk dla firmy wodociągowej? Zostaje nam jedynie opłata stała za wodomierz. A co z utrzymywaniem prawidłowego ciśnienia i wydajności wodociągu. Co jeśli istnieje potrzeba wyłączenia wodociągu dla celów remontowych? Zakłady żądają zabezpieczenia dodatkowego (strażacy, beczkowozy) i to najlepiej na nasz koszt. Może powinniśmy się zastanowić nad dodatkową opłatą za gotowość
naszych sieci dla zaopatrzenia obiektów na cele ppoż. Nie należy zapominać, że w przypadku pożaru my również mamy kłopot. Kiedyś strażacy uruchomili na jednym wodociągu kilkanaście hydrantów i nieomal nie zapowietrzyli nam magistrali. Nie wspomnę już, że przy okazji spada ciśnienie w całej okolicy, a jakość wody w starych rurociągach dramatycznie się pogarsza. A co na koniec (jak to było w starej warszawskiej piosence „Pożar na Tamce”) jeśli się spali dom albo jakiś zakład? Kto poniesie odpowiedzialność za to jeśli zabraknie wody w sieci wodociągowej? Problem jest trudny i niewygodny do rozwiązania, tak jak ochrona przeciwpowodziowa. Odsuwa się go na dalszy plan, a dyskutuje o nim tylko gdy coś się wydarzy. Po jakimś czasie codzienne sprawy odwracają naszą uwagę aż do następnej katastrofy…
Artykuł ukazał się w magazynie "BMP Ochrona Środowiska. Gospodarka Komunalna" nr 1/2014